poniedziałek, 25 maja 2015

2. Wyjazd trzydziestolatek 2.

Szaleństwo trwa tyle, co piosenka. Potem nie bardzo już wiadomo co krzyczeć, więc milkną, otwierają okna, bo duszno i sprawdzają, jak wyszły na zdjęciach. Parkowanie trwa zdecydowanie za długo, zabijając resztę romantyzmu tego przedpołudnia, dlatego bez skrupułów mogą przestać na chwilę być młodzieżowe i przedyskutować sprawę okryć wierzchnich. Trzydziestolatki wiedzą już, że po wyjściu z samochodu odczuwanie temperatury powietrza jest zaburzone. Targanie płaszcza przez cały dzień może w równym stopniu pogrzebać szanse na przygodę, co katar. Trzy stawiają zatem na szaloną swobodę, a ta, która spała wbrew swojej woli przy otwartym oknie i jest lekko podziębiona, bierze kurtkę. Jest jednak sama za to na siebie zła. Nowa kurtka zasługuje bowiem na większą premierę, niż wymemłanie w ręku jeszcze przed założeniem. Załamuje się więc psychicznie i chce powtórnego otworzenia bagażnika. Najgłodniejsza z dziewczyn wydaje z siebie uszczypliwe jęknięcie. Nie pospiesza jednak nikogo wprost, gdyż jest to urlop, a trzydziestolatki wiedzą już, że urlop czyjś należy cenić i szanować jak własny.
Pierwsze "może tutaj" podczas szukania knajpy uruchamia mechanizm zniszczenia.

- Błagam, nie chcę od rana oglądać prymitywów wpierdalających mięso.
- Ale ja chcę zjeść mięso.
- Ale może chociaż nie w lokalu, gdzie śmierdzi krwią i śmiercią.
- Tam nie śmierdziało śmiercią.
- No ja wiem, że nie każdy to czuje.
- Każdy czuje, tylko, że to akurat był zapach steka.
- A musicie na prawdę przy mnie jeść istoty myślące i czujące, które umierały w takim bólu i strachu, że te steki przesiąknięte są ich rozpaczą i krzykiem o litość?
- O chryste.
- No przepraszam, że mam serce i kurwa myślę - praca nad asertywnością nie poszła w las.
- No to ja przepraszam, że nie mam serca i nie myślę - praca nad gniewem owszem tak.
- Dziewczyny, przestańcie, wybierzemy miejsce, gdzie wszystkie będziemy chciały zjeść - mówi najgłodniejsza.
- Pod warunkiem, że wszystkie będziemy chciały jeść soczewicę.
- Dobra, to idź wpierdalaj zwierzęta, najlepiej idź kurwa zjedz swojego psa, przecież i tak go nienawidzisz.
- Błagam, zaraz będę mieć zapaść.
- A sushi też jest przesiąknięte krzykiem, czy możemy je jeść?
- Ja przepraszam, ale nie mogę jeść sushi na czczo.
- Dobra, to co, może włoska jakaś?
- No ja nie mogę jeść pszenicy.
- A co ci się po tej pszenicy dzieje?
- Pszenica to trucizna.
- Przecież ludzie zawsze jedli pszenicę?
- Ale kiedyś pszenica była inna.
- Dobra nie ważne, to może jakaś tajska?
- Byle nie chińczyk. Oni walą tyle glutaminianu sodu, że mi twarz od tego wykrzywia.
- Pierogi? Może będą jakieś z żytnią mąką?
- Albo polska jakaś knajpa może? Kwaśnica, ziemniaczane?
- Nie jesz pszenicy, ale smażone w tłuszczu ziemniaki już tak?
- Bo ja sobie ten tłuszcz odsączam na serwetkę.
- Ale nie wiesz, że ziemniaki poddane obróbce termicznej są rakotwórcze?
- Rakotwórcze? To chyba by zabronili jedzenia frytek?
- Niby kto by zabronił? Przecież cała medycyna zachodnia to szajka, która chce zarabiać na leczeniu, więc jeszcze ci wmawia, żebyś wpierdalała mleko na przykład. Całe kampanie reklamowe robią, a potem trzepią tylko hajs, na tym, że wszyscy mają osteoporozę i raka jelit.
- To mleko też jest rakotwórcze?
- A myślisz, że do czego prowadzą złogi kałowe w twoich jelitach?
- Dobra koniec, jemy tutaj - najgłodniejsza słaniając się wchodzi do Sphinxa, a trzy pozostałe zgadzają się bez słowa. Każdej z nich już chce się siku. W toalecie oficjalnie inicjują prawdziwy początek wyjazdu oraz procesu relaxacji i młodzieńczej beztroski. Śmieją się z siebie, bo jedna sika tylko po ściance, żeby było ciszej. Ma przez to przekrzywiony kręgosłup i chodzi na zajęcia korekcyjne w Centrum Zdrowia Żoliborz. Druga nie używa twardego papieru, ma więc ze sobą na prawdę fajne chusteczki intymne, które rekomenduje tak żywo, że wszystkie czują się w obowiązku ich spróbować. Dzielą się opiniami i przepraszają, za wszelkie przykrości, których powodem jest stres i praca po godzinach. Napięcie mija, przyciemnione oświetlenie łagodzi rysy, a błyszczyk wędruje z rąk do rąk. Trzy wychodzą, żeby mogła wysikać się ta, co może sikać tylko gdy jest sama.

czwartek, 21 maja 2015

1. Wyjazd trzydziestolatek 1.

Wyjazdy trzydziestolatek wyglądają inaczej. I mówię tu o sytuacji całkowitej bezmężnobezdzietności. Trzydziestolatka już nie traktuje wyjazdu, jako oczywistości. Nie jeździ pięć razy w roku nad morze, trzy razy na deskę i co weekend na działkę do kolegów. Jest podekscytowana, że udało jej się wyrwać z pracy na trzy dni  i jeszcze zgrać to z koleżankami. Celebruje pakowanie, pamięta o ciepłych skarpetach i lekach na pęcherz. Podnieca ją myśl, że jak już wsiądą do samochodu, będzie znowu jak kiedyś. Wino w aucie proponuje nieśmiało. Nie jest pewna czy dojechanie na miejsce na nieświadomce, ciągle jest w dobrym tonie. Dziewczyny są podmęczone po pracy i mają wyrzuty sumienia względem tej, co kieruje. Siłą rzeczy na miejscu zamiast biec na balkon krzyczeć, że przyjechały, rozważają wybór pokoi. Jedna z nich śpi jedynie w wywietrzonych pomieszczeniach, w niskiej temperaturze, inaczej budzi się spuchnięta, z wysuszoną skórą, worami i wkurwiona. Druga ma niskie ciśnienie, jest jej zimno, po prostu zawsze zimno, i nie zaśnie bez farelki wielkości mikrofali. Trzecia jeszcze nie wie, gdzie się położy, ale woli rozwiesić rzeczy, które spakowała wilgotne, więc histerycznie poszukuje suszarki. Czwarta nie miała kiedy zrobić w domu paznokci, więc zabiera się za to teraz, przy okazji ofiarnie dzieląc się z dziewczynami maseczką, która super wygładza. Zgodnie stwierdzają, że odpuszczają już dzisiaj picie i wychodzenie, na rzecz zagospodarowania się w nowej przestrzeni i wypoczęcia przed jutrem. Zasypiają ciągle podniecone przygodą, która czeka nazajutrz.  Nazajutrz jednak przygoda sie odwleka, bo wszystkie muszą brać prysznice, na jakie nie miały czasu w domu, bo w końcu urlop. Pożyczają sobie antycelulitisowe balsamy, drogie maciupeńkie odżywki, na które pracują w biurach po nocach, kremy z opiłkami szczęścia na cienie pod oczami i na duszy i omawiają wszystkie nowe niedoskonałości cery, aby się z nimi oswoić. Aby poczuć, że są w tym razem, bo razem raźniej rzucać wyzwanie sflaczałym policzkom. Kiedy już wszystkie wyczyszczą szczotkami marynarki i buty, swobodnie mogą przejść do spełnienia kolejnej fantazji - zaliczenia tej chwili z reklamy, kiedy kobieta siada w oknie i popijając aromatyczną kawę ,przegląda czasopismo. Oczywiście ciężko jest im wszystkim zrobić to na raz. Jedna z nich woli zjeść kanapkę, bo ostatecznie jest już pora obiadu, a ona jak nie zje rano, to później ma mdłości. Trzy palą papierosy, chociaż rzucają, a jedna spakowała garść płatków owsianych i usiłuje zrobić z nich instagramowe fit śniadanie. Ostatecznie postanawiają w końcu wyjść i siąść w fajnej knajpce na lunchu, żeby być jak z Sex and the city. Przez godzinę jeszcze miotają się po mieszkaniu robiąc siusiu na zapas, szukając błyszczyków i kluczy, aż jedna pozamyka dokładnie okna, sprawdzi gaz i pogasi światła. Oczywiście jedna zapomni telefonu, ale reszta lojalnie zaproponuje jej, żeby sprawdziła fejsa u nich na komórce i wreszcie ruszają. W samochodzie w doskonałych humorach puszczają sobie jakiś stary hit, które wszystkie znają, więc śpiewają głośno, nagrywając to na telefony i robiąc zdjęcia, na dowód że jeszcze ciągle są szalone.