sobota, 28 listopada 2015

24. Trzydziestolatki i stan alfa.

Z ciemności cichutko sączył się Al Green, a wino rozlewało się w ustach aksamitem. Było ciepło, przytulnie, jakby bezpiecznie. Natalia zamknęła oczy i stało się trochę jak w filmie. Na próżno usiłowała poczuć pod mostkiem rozgrzane żelazo. Stygmat samotności. Jedyne co czuła, to nic. Może to już? Może to ta wolność, która pojawia się, gdy już nie ma nic dalej? Sięgnęła po laptopa. Jak by tu sobie porządnie dokopać? " To co mam, to radość najpiękniejszych lat" - pierwszy cios, wyprowadzony niepewnie, przez Annę Jantar, ześlizgnął się po łuku brwiowym. Nic. "Różo, różo, nasz jest świat! Zostaniemy wciąż młode! Noc wiruje wokół nas, spójrz, uśpiłam już trwogę". Edyta Geppert uderzyła jak zawsze prosto w serce, ale Natalia znów nic nie poczuła. Chyba umarłam - pomyślała, kiedy rozdzwonił się telefon.
- Ja pierdolę!
- Acha.
- Muszę do ciebie przyjechać, kurwa. No nie włączyli mi prądu skurwysyny. Kot mi jeszcze zaszczał cały dom, zawsze wie, kiedy się kurwa rozchorować. Od dwóch dni, brodzę po ciemku w tych szczynach, albo przyjadę do ciebie, albo kończę ze sobą.
- To przyjedź. Ja zresztą chyba też już nie żyję.
- Co?!
- Ty, coś mi się stało, skończyły mi się łzy, albo serce mi sie skończyło, albo stanęło, nie wiem, zajebiście mi dobrze.
- Dobra, czekaj, jadę do ciebie.

Na poddaszu w bloku na warszawskim Ursynowie tliło się ciepłe światełko. Pies w konsternacji, nie zauważony, niczym ninja zajął miejsce na kanapie, a właścicielka uśmiechnięta od ucha do ucha, tańczyła do najsmutniejszych melodii, jakie wypluwał z siebie you tube. Alicja nieco zaniepokoiła się tym widokiem. Powoli zdjęła z siebie dwa miliony toreb i założyła nimi podłogę w kuchniosalonie.
- Wzięłaś coś? - Spytała wreszcie ocierając pot z czoła. Natalia zaśmiała się.
- Patrz! - Pilotem uruchomiła machinę do tortur.

"Miłość durna, miłość zła! Nie ma władzy nade mną! Włosy me pochwycił wiatr, dziesięć pięter i ciemność! - Z głośników rozwrzeszczały się cierpiące kobiety. - Więc spójrz! Dziewczyna z fotografii, dziewczyna z akwareli, czy to ty, to ty sprzed lat?! Schną na szybie ślady łez, pora już dograć ten akt, kto z nas kiedyś patrząc wstecz wspomni love story sprzed lat?! Patrzę w oczy jesieni, nad morzem stada chmur! Serce gryzie nostalgia a serce ścina lód! Marzy mi się Jokohama, hotel z obłoków i szkła, jak mam zmienić fałsz i banał, życia, co byle jak trwa!! To co mam, to serce, które jeszcze na wszystko stać! To co mam, to młodość, której nie potrafię kryć, to wiara, że naprawdę umiem żyć!! A ja jestem, proszę pana, na zakręcie! "

- Błagam przestań! - Alicja strwożona usiadła na brzegu kanapy i podrapała się po głowie. - Boję się, że zwariowałyśmy, serio.
- Nie! Ja myślę, że osiągnęłam TEN STAN!
- Jezu, jaki?!
- No coś jak stan alfa w medytacji. Totalny spokój. Po prostu doszłam do ściany i dalej nic już nie ma!
- Ja doszłam do ściany wiele razy, i tam dalej jest ciągle przejebane. Nalej mi wina. Może masz lepszy humor przez chwilę, bo nie miałaś dziś z nikim kontaktu. Nikt ci dziś nie dopierdolił, więc doznałaś ekstazy. Spokojnie, odpal fejsa, albo zadzwoń do kogoś, to ci przejdzie.
- Wiem! Zadzwonię do Mariki! To będzie super test! Na bank mi powie, że siedzi do późna w pracy i nie może sie spotkać! - Natalia z zachwytem złapała słuchawkę: No czeeeeeeść, co tam!!?? ...Cooo..?? No!.... Też tęsknię!! ...No właśnie... To może wpadniesz? No co, siedzimy z Alicją....pewnie. No to czekamy!
- Tego się nie spodziewałam. - Przyznała.
- Spokojnie, odwoła jak zawsze.
- No dobra, idę za ciosem. Justyna?
- O kurwa, grubo! Dawaj!
No heeeeeej!!.....No może byś wpadła?...Acha...nooo.... to świetnie!!
- I co?
- No już jej Marika powiedziała, więc wpadną razem.
- Coraz lepiej. To może jeszcze kogoś?
- Weronika?
- Dajesz!

Godzinę później, w małym mieszkanku na poddaszu, pięć dziewczyn sączyło wesoło drinki, zagryzając laysami. Natalia przyglądała się temu z niegasnącym zadowoleniem.
- Ale miałam ostatnio typa na fotelu! -  Marika jak zwykle podnieciła się sama swoim głosem. - Miał z dwa metry, brunet taki, piękne zęby! Od razu pomyślałam o tobie Natka!
- No dziękuję! Jesteś kochana!
- Niestety żonaty. Ale sprawdziłam na fejsie i chyba im się nie układa.
- A, to cudownie.
- Przyjdzie jeszcze na dwa wypełnienia, jak chcesz to możesz wpaść! Od razu ci zrobię wybielanie, bo już widzę najwyższa pora.
- Świetnie, dzięki.
- Ja ci też mogę odstąpić któregoś - Weronika zawsze miała wielkie serce. - Mam teraz trzech, chcesz zobaczyć?
- Nie wiem.
- Pierwszego poznałam na rzęsach. Uwierzycie? - Natalia spojrzała na jej rzęsy i uwierzyła. - Przyszedł po mamę i mieli iść kupować mu spodnie. Czy to nie urocze?
- Nie specjalnie. A ile ma lat?
- Jakoś studia kończy.
- No, mój też kończy, a ma już trzy dychy. I to nie jest urocze.
- Daniel ma super kontakt z mamą. - Weronika nie poddawała się. -  Zawsze jak do nich wpadam, robią razem frytki, albo popcorn i oglądają razem.. - urwała i zamyśliła się.
- Co oglądają?
- W sumie kreskówki.
- No to mistrz. Biorę go. - Natalia nie przestawała się uśmiechać.
- Ale gadamy zawsze sobie do późna, ona ma super poczucie humoru! Potem przenosimy się do Daniela, on ma łóżko piętrowe, i ona się kładzie na dole i czasem Daniel już chrapie, a my jeszcze gadamy do rana.
W pokoju na poddaszu na chwilę zapadła cisza.
- Czy ty przypadkiem nie próbujesz opchnąć komuś typa, bo zaprzyjaźniłaś się z jego mamą?
Weronika westchnęła.
- Rzeczywiście, mogę z nią gadać o wszystkim. A przy nim czasem jesteśmy takie skrępowane. - Przyznała szczerze jak dziecko. Natalia przyjrzała się jej. Weronika była z nich wszystkich najstarsza. Zdradzała to skóra pod oczami pomarszczona i wysuszona od solarium. Poza tym nie rozstawała się z atrybutami gimnazjalistki. Warkoczyki, platformy, paznokcie w motylki. I telefon z futerkiem, kryjący w sobie numery najbardziej wyuzdanych samców stolicy.
- No dobra, to jeden! - Dziewczyny czekały na więcej.
- Wiktor. Wiktor jest extra. Pracuje w telewizji.
- W telewizji! - Marice oczy zaświeciły się jak pięciozłotówki.
- Chyba w jakimś programie, coś się pyta gości, nie dam głowy, nie mam telewizora. - Marika z Justyną spocone, spojrzały na nią jak sie patrzy na lemura. Ze zdziwieniem i specyficzną czułością.
- No, tylko że on to akurat straszne ma ciśnienie na mnie, to nie wiem, czy bym go dała radę oddać. Próbowałam zresztą kiedyś, ale zawsze mi tyle rzeczy kupuje, że nie mam serca.
- A to się nie nazywa sponsoring? - Alicja nie wytrzymała i szybko zagryzła się czipsem.
- Haha! Nie wiem. - Weronika się roześmiała rozbrajająco i nieśmiało, a spod stołu wyjęła torebkę.
Alicja z Natalią spojrzały na siebie bezrefleksyjnie, natomiast dwie pozostałe dziewczyny wydały z siebie jęki rozkoszy, wymieniły jakieś zaklęcie, a następnie spłynęły śliną.
- Możecie pooglądać rzeczy w środku! - Weronika wiedziała, co znaczy mieć gest. - Wszystko chyba w zasadzie od niego, niektóre rzeczy nawet nie wiem do czego są. - Ucieszyła się szczerze. Podczas gdy Marika z Justyną dochodziły raz za razem nad kosmetykami z opiłkami diamentów, Weronika snuła dalej opowieść o swoim życiu intymnym. - Paweł jest informatykiem, no wiem, żenada. Ale nie wygląda tak strasznie, serio. Prawie zdawał kiedyś na AWF. Ma trochę brzydkie ubrania ale i tak nigdzie nie wychodzi, a dał mi extra laptopa i w kółko go naprawia. Bo wiecie jak ja mam z elektroniką. No i chyba jest z Niewarszawy - dodała szeptem - bo w weekendy często wyjeżdża i wraca z różnymi klopsami.
- To jest twój chłopak czy informatyk? - Marika wąchała właśnie wnętrze torebki. Weronika wygięła ustka w podkówkę.
- Po prostu sobie tak jakby pomagamy nawzajem.
- A ty co robisz dla niego?
- Jestem jakby jego stylistką.
- Większość kobiet jest jakby stylistkami swoich facetów. - Marika zrobiła oczami dwa obroty.
- No właśnie, ty mnie rozumiesz! - Weronika zwróciła się do niej z naiwnością dziecka. - Ty swojemu facetowi  też nigdy przecież nie pozwalasz samemu nic kupować!
Marika nieco urażona wyjęła nos z torebki koleżanki.
- Owszem, pozwalam. - Rzekła lodowatym tonem.
- Tylko potem nie może ich zakładać! - Justyna pozwoliła sobie na żart, a twarz jej zatrzeszczała w próbie uśmiechu.
- Błagam cię, twój facet był dresiarzem. - Odparowała pani stomatolog.
- A skąd ty możesz wiedzieć? Przyjechałaś dwa lata temu z tych swoich Ruchocic.
Marika spłonęła purpurą.
- No tak, bo Pruszków to Warszawa!
- Mateusz chodził w dresie bo był sportowcem!
- Eryk był w reprezentacji w ping ponga i jakoś nie popierdalał w ortalionach.
- Bo po polu to się zapierdala w ogrodniczkach.
- Jakim polu, botox ci do mózgu uderzył.
- Przynajmniej nie mam na czole rowu mariańskiego.
- Ty masz gdzie indziej rów mariański.
- A tobie odrosła błona dziewicza.
- A twój facet rucha Karinę.

Podczas gdy Alicja z nerwów wycierała chusteczkami pot z czoła, Natalia nie przestawała się uśmiechać.
- Tą Karinę z telewizji? - Weronika chciała wszystko wiedzieć, ale nikt jej nie odpowiedział. Wreszcie Justyna podniosła się z krzesła, kolor małżowiny ustnej poprawiła szminką Pure Color Long Lasting Satin Creme od Estee Lauder i ruszyła w kierunku drzwi.
- Jesteś wkurwiona, bo każdy wie, że chciałaś, żeby wyruchał ciebie. - Pożegnała się z klasą i zniknęła w ciemnościach klatki schodowej.
Marika, której nic nie zabolało bardziej niż wspomnienie jej stron rodzinnych, też chciała się zerwać do wyjścia, ale zrozumiała, że wówczas spotkałyby się pod windą, więc tylko odwróciła lodowate spojrzenie w stronę Natalii i wysyczała:
- Właśnie dlatego już się z tobą nie widuję. Jesteś toksyczna i przyciągasz toksycznych ludzi! - Ostatniego czipsa odłożyła z powrotem do miski, jakby nagle przypomniała sobie, że jest lekarką.- Żałuję, że tutaj przyszłam, bo jedyne co mi pozostanie po tym spotkaniu to niesmak.

Weronika, która w międzyczasie zrozumiała, że jej czas na autoprezentację się zakończył, zaczęła zbierać ze stołu swój majdanek.
- Nie martw się - rzekła w końcu do Natalii - znajdziesz sobie kogoś. I pomyśl nad Danielem, w końcu idą święta!

Kiedy drzwi się ostatecznie zamknęły, Alicja w szoku patrzyła przez okno. Wilanów na horyzoncie rozświetlił się feerią barw.
- Co to było?
Natalia bezzmiennie uśmiechnięta włączyła z powrotem muzykę.
- Nie wiem, ale wiem, co to jest to - wskazała palcem na siebie - to jest właśnie stan alfa. - Obwieściła i wróciła do śpiewania.

"Znów taksówką saaaaama jaaaaaadę w świaaaaaaat, w którym nie liiiiiiiczy się niiiiiiiiic prócz paru szaaaaaaleństw i bzduuuuuuur!"





piątek, 13 listopada 2015

23. Trzydziestolatki, Poranne Ucieczki i Truman Show.

A potem wszystko się potoczyło jak zawsze. Ranek przyszedł zbyt szybko. Big wstał za wcześnie. Było zbyt gorąco i powietrze się stało za suche. Nikt nie otworzył okna nie uchylił, a  Natalia nie miała głowy do nawilżaczy. Teraz więc chowa pod kołdrą dwa wory oczne wielkie i pełne najgorszych przeczuć.
- Nie masz kawy? - słyszy z kuchni. Oczywiście, że nie ma, bo jej nie pije. Ale czuje się winna. W przerażeniu przypomina sobie zawartość lodówki. Ale Big nie jest zainteresowany śniadaniem.
- Muszę lecieć maleńka. - Rzuca jej z przedpokoju.
- Dokąd tak pędzisz? - Ona pyta i zaraz chciałaby wcisnąć control zet.
- Mam kilka spraw.- Odpowiedź ze strony 14 Rozmówek Warszawskich. Rozdział drugi Poranne Ucieczki. Natalia mogłaby zadać jeszcze kilka samobójczych pytań, ale jest już po 30 tce i zna odpowiedzi. Słyszy, jak zamykają się drzwi i głębiej się chowa pod kołdrę. Najłatwiej byłoby nad sobą zapłakać, ale to takie oklepane. Szloch jednak wymaga nieco wysiłku, a wory podlane solą mogłyby się już nigdy nie rozewrzeć i nikogo nie oczarować błękitem. Natalia sięga do nich palcem i bezmyślnie je miętoli. W zasadzie dobrze, że Big tego nie widzi - konstatuje w myślach. Więc w zasadzie zamiast histeryzować, może wstać. Nie musi już wąchać odcisku jego ciała w pościeli. Nie musi wymyślać sobie kary. Nie musi nawet rozpamiętywać minuta po minucie poprzedniego wieczoru. Ale musi zadzwonić.
- Co się stało? - Alicja jest nienaturalnie wybudzona.
- Nic się nie stało, czemu nie śpisz?
- No kurwa nie uwierzysz. Odcięli mi prąd skurwysyny. Od rana siedzę w RWE i żebrzę o swoje kurwa podstawowe prawa do życia. Milion numerków już wyciągnęłam, a te gnidy twierdzą, że mi włączą do piątku, chuje. Wyłączyć to potrafią od razu. Na jutro mam skończyć artykuł i nie mam kurwa warunków we własnym domu, żeby godnie żyć i pracować, spierdalam z tego chorego kraju. A ty co?
- Big nocował.
- O kurna! I co, nie miałaś do kogo zadzwonić? - Alicja niechcący zdradza swoje rozżalenie brakiem kontaktu.
- Czemu tak mówisz?
- No bo przecież mogłaś zadzwonić do Agnieszki, a ona między kaszką i kupą, by ci powiedziała, że cię kocha i że wszystko się ułoży. Mogłaś też zadzwonić do Mariki, która całe życie dusi jednego typa i dupa już jej płonie na myśl o Bigu. Na pewno sprzedałaby ci z satysfakcją jakąś kąśliwą uwagę, żebyś się wreszcie ustatkowała. No i mogłaś zadzwonić do Justyny, ale ona chyba już nie odbiera od niegwiazd. 
- Masz do mnie jakiś żal?
- Nie kurwa, mam żal do całej ludzkości, bo wiecznie ze wszystkim jestem sama. Dźwigam na garbie sto swoich krzyży i jeszcze ze dwadzieścia czyichś.
- Ja nie dzwonię w sprawie krzyża. - Natalia słyszy, jak Alicja uśmiecha się pod wąsem. - Początkowo miałam zamiar iść w rozpacz z przyzwyczajenia, ale w zasadzie to chyba nic nie czuję. Big w sumie pomógł mi z psą, trochę się wczuł, zawiózł nas i przywiózł, nic prawie nie powiedział, ale za to trochę pogłaskał mnie po głowie. Nie bzykaliśmy się, nie zrobiłam mu śniadania, a on  rano uciekł znów jak pojeb, więc chyba to jednak wygrałam?
- A prosiłaś, żeby został, albo pytałaś, gdzie idzie?
- Prawie nie.
- To prawie wygrałaś. Też mi jeden kiedyś tak spierdolił bladym świtem. Zrobiłam mu loda, a wiesz jak tego nie znoszę.
- No wiem.
- A ten się zawinął kwadrans później.
- Może nie było mu dobrze.
- Na pewno było mu lepiej niż mi. Napisałam do niego następnego dnia coś w stylu: Było miło, dzięki. To mi odpisał zjeb: Było ok. Kurwa rozumiesz to?
- Może oni się boją, że będą musieli zrobić śniadanie?
- Albo, że mamy całą listę rzeczy do naprawienia w mieszkaniu?
- Mnie w mieszkaniu, żaden facet jeszcze nic nigdy nie naprawił. Za to w chuj napsuli.
- Może się boją, że od razu zaprosimy rodziców?
- O matko jedyna, miałabym brać rodziców na świadków wszystkich swoich upodleń? Może się boją, że się od razu oznaczymy w związku na fb?
- Przecież to trzeba zatwierdzić.
- No to nie wiem. Boją się u nas srać?
- Faceci? Błagam, oni uwielbiają srać wszędzie! A już najbardziej u nas w domu obsrać kibel i nie sprzątnąć tylko zostawić na klopie te gówniane sztrucle na znak, że w tym domu był facet! Słuchaj, a propos, gadam teraz z trzema przygłupami. W zasadzie to badanie socjologiczne do artykułu ale się zaangażowałam mocno, bo nie mogę uwierzyć, że można być tak bezdennie głupim, a jednocześnie umieć pisać. Wszyscy trzej cisną ten sam schemat, a jednak każdy w swojej stylówie. Jeden na romantyka: Nie mogę zapomnieć twoich oczu. Chciałbym je mieć przy sobie kiedy się budzę i kiedy zasypiam.
- Mieć przy sobie? Chce, żebyś wysłała mu oczy?
- Dokładnie o to spytałam, ale nie jest zbyt lotny, przetwarzał cały dzień i nie załapał, a wieczorem zaczął o aksamicie mojej skóry. Jak napomknęłam, że jeszcze się nie widzieliśmy, więc trochę leci na bogato z tym aksamitem, to się lekko obfoczył. Ale drugi jest lepszy. Typ skurwiela, co to już dokładnie mnie zinstruował, jak będzie wyglądał nasz seks.
- Najpierw cię oprze o ścianę i będzie pieścił twoją szyję? Potem rzuci na łóżko i zębami zerwie majtki? A potem cię złapie za włosy i będzie prał po dupie?
- Dokładnie.
- Nie wierz w to. Ci co tak gadają, zawsze leżą potem jak kłody. Równie dobrze możesz sobie poskakać na kiju od szczotki. - W słuchawce Natalia uchwyciła ledwo słyszalne westchnienie umierającej nadziei. - A trzeci?
- Trzeci jest tak piękny, że nawet się za bardzo nie stara. Uważa, że wszystko załatwią jego rozbierane fotki.
- A załatwią?
- Najpierw zażyczył sobie moją nago, żeby ocenić, czy warto do mnie jechać. W sumie gość z Karpackiego, trudno się dziwić.
-Wysłałaś?
- No. Ale w kostiumie. I nie swoje. Justyny. Po apgrejdzie nosa, ust i cycków. Jest zainteresowany.
- I spotkasz się z którymś?
- Chcę się z nimi umówić na raz.
- Otwierasz się na nowe doświadczenia?
- Nie durna, będę ich obserwować z ukrycia. Są tak napaleni, że może się pozapinają nawzajem.


Trzydziestolatki starają się przystosować. Nie są przecież pruderyjne. Nie są specjalnie cnotliwe, ani nawet przesadnie skromne. Są jednak zażenowane. Po cichu mają nadzieję, że to rodzaj Truman Show i że ktoś je w końcu z tego wybudzi. Jednak zanim to nastąpi, muszą jakoś przetrwać. Zahibernować się, zaszczepić, znieczulić. A serce schować na potem.