wtorek, 23 czerwca 2015

4. Trzydziestolatki i Mr Big.

Trzydziestolatki uważnie obserwują ewoluujące w nich natręctwa. Minęło już trochę czasu odkąd odkryły, że te małe skurwiałe chochliki, rozwijają im się z nagła tuż pod skórą, pod powiekami i między płatami mózgu. Przeoczyły ich narodziny, tak nieznaczące, ciche i niepozorne, że można je było pomylić z ewolucją charakteru. Jakoś przeoczyły fazę niemowlęctwa i przedszkolęctwa, wmawiając sobie, że nic się nie zmieniło. Ale gdy ta niemała już gromadka weszła w nieznośny wiek dorastania, bezczelnie się przy tym rozmnażając, problem należało oswoić. Rozpoznawanie i nazywanie coraz to nowych neuroz stało się dla trzydziestolatek  zajęciem  jednakowoż rutynowym, co niezwykłym. Oczywiście rosnąca ich liczba nie nastrajała nadzieją na łatwe związki. Jednak to, co w trzydziestolatkach nowe i urzekające, to pewność siebie, pozwalająca walczyć jak lwica za swoją gromadkę fobii. Jeśli trzydziestolatkę wkurwiało obcinanie przy niej paznokci, nie zamierzała znosić co tydzień takiego koszmaru. Ustalała strefy paznokciowe, podobnie jak jedzeniowe, smarkaniowe czy telefoniczne. Jeśli ktoś nie nauczył się do tej pory nie krzyczeć przez komórkę i nie łazić z nią po salonie drapiąc się po jajcach, był odsyłany do strefy rozmów. Jeśli ktoś nie potrafił spożywać na sposób cywilizowany, ale zostawiał za sobą grzęzawisko keczupu, okruchów czy czekolady, musiał jeść w kuchni. Nad blatem. Nad zlewem najlepiej. Trzydziestolatki nie śpią już w okruchach. Przy dźwiękach meczu. W oparach marihuany. Utytłana tłuszczem pościel nie działa na nie stymulująco. Nie lubią chrumkania, bekania, mlaskania. Głośnego przełykania. Nie lubią widzieć, co druga osoba aktualnie ma w ustach. Nie jarają się ludzikami z jedzenia. Ani żadnymi ludzikami. Nie chcą słuchać o wypróżnieniach, wyciskaniu pryszczy i bąkach. W łazience musi pachnieć chemią, nie naturą. W sypialni odwrotnie. Powietrze musi być czyste. Przejrzyste. Jeśli jest zapylone, należy umyć ściany. Jeśli zakurzone, należy wytrzepać materace. Jeśli zbyt suche, trzeba odpalić nawilżacz. Najlepiej kilka. I wietrzyć. Dużo wietrzyć. Trzydziestolatka wie bowiem, że suche powietrze jest zabójcze. Podobnie jak wolne rodniki. Stres. Chemia w jedzeniu. Chińska porcelana i pozatykane czakramy. Trzydziestolatki wiedzą, że żeby przeżyć w świecie najeżonym morderczymi pułapkami, muszą medytować. Szukać w sobie wewnętrznej przewodniczki. I wiecznego dziecka.

Tak przynajmniej uważała Natalia. Jednak każdego dnia świat sprzysięgał się przeciwko niej, nie pozwalając się zrelaksować nawet na  minutę. Nie pomagał szum oceanu, ani śpiew rajskich ptaków na CD. Dwa dni po powrocie z wyjazdu była z powrotem kłębkiem nerwów.
- Mam nową -  wyjęczała do telefonu.
- Co nową? -  Alicja była w trakcie usuwania kociego moczu. Zewsząd. Ubrała rękawiczki i pomyślała, że to nawet miłe, że może to zrobić w towarzystwie przyjaciółki, bo może dzięki temu dzisiaj wkurwi się mniej.
- No fobię - wyłkała Natalia.
- Co się stało?  - Alicja nie wiedziała jeszcze, czy wolno żartować.
- Nie wiem jak to nazwać, szukałam w necie - Natalia rozbeczała się na całego - Carrie i Big byli moimi przyjaciółmi! - wychlumkała do słuchawki.
- Acha.
- Wiesz, że potrzebuję ich do życia. Byli ze mną od 15 lat. Dorastałam z Carrie!
- Wiadomo, mam to samo. I zawsze szukałam swojego Biga.
- I czułam się przy nich bezpieczna! - zanosiła się płaczem Natalia. - Po prostu włączałam ich zawsze gdy miałam ochotę ich zobaczyć. Gdy było mi źle, gdy za nimi tęskniłam. Byli niezawodni, bo byli zawsze. Tacy sami. Mówili i robili zawsze to samo. Zawsze wszystko kończyło się dobrze. Naturalnie u mnie też musiało w końcu być dobrze. Przecież to logiczne.
- I co się stało? - Alicja jednak zaczynała pomału czuć wkurwienie, odkrywając coraz to nowe śmierdzące strupy.  Jak to możliwe, ze zawsze gdy zaczynała wychodzić z dołka, oba koty natychmiast dostawały zapalenia pęcherza. 
- Przywiązałam się do nich..
- No ale i co się stało?
- Widziałam Biga - zasmarkała się Natalia po chwili przerwy, z trudem wyrzucając z siebie to wyznanie.
- Jak to?
- W internecie. W sensie nie Biga Biga. Tego aktora. Jest stary!
- Jak bardzo? - Alicja musiała poznać skalę problemu.
- Kurwa, nie wiem, miał laskę!
- Laskę?
- No laskę taką do podpierania. A na sobie sweter taki rozpinany, jak noszą dziady w szpitalu. - Wyrzuciwszy z siebie to wyznanie Natalia zaniosła się łkaniem.
- A czy ty przypadkiem nie masz kaca? - Alicja postanowiła odwrócić uwagę Natalii od problemu przemijania.
- Mam, a czemu?
- Bo na kacu zawsze wszystko strasznie przeżywasz i niepotrzebnie się zadręczasz.
- Niepotrzebnie? On ma ze sto lat!
- Może mieć z sześćdziesiąt.  Ale to już faktycznie niewielka różnica - Alicja wstała z kolan stękając.
- Ale wiesz co to znaczy?
- No?
- Carrie też ma tyle!
- Carrie była młodsza od Biga. I nie szukaj jej zdjęć. W każdym razie nie dzisiaj.
- Właśnie szukam. O chryste. - Rozciapała się znowu.
- Przyślij linka.
- Ich już nie ma! Żyłam w schizofrenii! W ułudzie bezpieczeństwa i poczucia stałości i nadziei. Tego nie ma!! Jestem sama.
- Spokojnie. Carrie nie wgląda tak źle. Zajebiście się trzyma w sumie.
- Widzisz jej wory?
- A możemy przynajmniej starością się nie martwić? Ogarnijmy najpierw bieżące dramaty. 
- Ale ja się nie martwię starością! Mnie się świat zawalił! Jak mam ich włączyć, jeśli widziałam Biga z tym wielkim bebzolem i z laską! Wiesz, że ja się przywiązuję do ludzi. Mnie nie można robić takich niespodzianek. Nie można mi zabierać nagle przyjaciół i zamieniać ich w obwisłe gremliny! Ja sie boję starych ludzi! Mam chyba udar..
- Spokojnie - Alicja na chwilę zapomniała o szczochach pod meblami. - Zapomnij  po prostu o tym zdjęciu. Nie szukaj już dziś niczego w necie, włączysz sobie wieczorem serial i o wszystkim zapomnisz. A jutro minie ci kac i będziemy się z tego śmiać.
- Nie wiem, jak chcesz obrócić w żart ten rozpinany sweter. Ubrany na flanelową koszulę!! W dniu, w którym zaczniemy śmiać się z takich swetrów, same będziemy miały mentalną sześćdziesiątkę.  Marika do mnie napisała właśnie. Że to zdjęcie to fotomontaż. - Natalia ewidentnie dostała nawrotu rozpaczy.  - Kończę - wyjąkała - muszę to po prostu wypłakać. A u ciebie ok?
- Tak, koty znowu wszystko zaszczały.
- Acha. No dobra zadzwonię potem. Dzięki.

Alicja wiedziała, że Natalia do wieczora będzie w spazmach grzebać w internecie. Wiedziała też, że każda trzydziestolatka musi przejść przez ten dzień. Dowiedzieć się że Carrie i Mr.Big nie istnieli. Mama, żeby zaoszczędzić jej łez, od razu powiedziała jej, że nie ma Mikołaja. Alicja pomyślała więc, że jeśli kiedykolwiek będzie mieć córkę, od razu powie jej że nie ma Biga.


środa, 17 czerwca 2015

3. Wyjazd trzydziestolatek 3.

Proces poznawczy karty dań szybko okazuje się przeprawą w koturnach przez siedem bram piekieł. Aby nie powtórzyć krępującej sceny sprzed lokalu, wszystkie dziewczyny milczą, a milczenie to zaczyna pulsować między nimi jak w sprzężonym gigantycznym krwiobiegu. Wszystkie jego zakończenia nerwowe marzą o frytkach z piwem, ale wszystkie biorą sałatkę i wino. A potem następuje zwiększenie ciśnienia w najsłabszym z odnóży, odnóże drga, dostaje skurczy i wypluwa, że chce frytki, piwo i kiełbasę. Nie ma kiełbasy, więc niech będą paski polędwiczek wieporzowych smażone na maśle z frytkami. Po tym incydencie dezerteruje jeszcze jedna sałata, na rzecz pepper steka z grillowanymi talarkami. Pozostałe sałaty, pozostając w oblężeniu, zamieniają wino na prosecco. A w zasadzie prosecco z sokiem pomarańczowym. Świeżym. Świeżo wyciskanym. Na miejscu. Stek również domawia mimozę, a jedno prosecco zamienione zostaje na piwo. Ale też z sokiem. Takim samym wyciskanym. W zasadzie prosecco niech zostanie, się nie zmarnuje. To może butelka prosecco na stół. I trzy soki. I jedną sałatkę, bo zamiast tej drugiej jednak shoarma zapiekana z serem. I może krążki cebulowe. Ale nie zamiast frytek. Osobno. I do tej shoarmy również piwo. Bez soku. Czwarta sałata, lekko podkurwiona, nie chce ulec. Ale domawia cebulowe krążki i czosnkowe pieczywo.
Wreszcie następuje chwila rozprężenia i życiowej konstatacji. Bo trzydziestolatki już wiedzą, że należy karmić nie tylko żołądek, wraz z przyległościami, ale podobnież duszę. Wewnętrzną kobietę, szukającą utulenia w świecie czyhającym na naszą równowagę energetyczną i samospełnienie. I chociaż żadnej z czwórki nie udało się jeszcze odbyć podróży do Indii, gdzie znajduje się nasze wewnętrzne ja, to jednak kilka pisarek przetarło szczęśliwie ten szlak i uświadomiło kobiety, jak ważne jest robienie sobie samej przyjemności. To właśnie dzięki nim wolno nam jest zamówić frytki na urlopie. Pić drinki. Wolno palić papierosy. Cienkie. Wolno nam kupować drogie buty ale to już  wiemy od Carrie Bradshaw. Jak i to że wolno nam uprawiać seks. Bez zobowiązań. Ale za to z satysfakcją. Bo trzydziestolatki już wiedzą, że każdy inny to strata czasu. I droga do nikąd.  Bo facet bez fantazji  jest jak kula u nogi i nie wystarczy, że ma brodę i zaczes Zagłoby. Zwłaszcza jeśli do pracy chodzi z teczką. Trzydziestolatki wiedzą już, że nie chcą faceta z teczką. Ale sprawdziły też już, że ci na motorach mają psychopatyczne skłonności, że artyści mają długi, a podróżnicy żony, od których uciekają na koniec świata. W zasadzie trudno trzydziestolatkom uzgodnić, czego chcą, ale z całą pewnością wiedzą, czego nie chcą. Wymieniają się więc koszmarnymi wspomnieniami, zapijając  je kolejną butelką prosecco, zamienioną w końcu na kolejną butelkę czegokolwiek i z każdą dramatyczną opowieścią koleżanek, czują się mniej zagubione. Ostatecznie okazuje się bowiem, że to nie przypisany do nich osobliwy komplet dyskwalifikujących cech zdefiniował je jako wyzwolone, acz niewątpliwie samotne i nieszczęśliwe dziwadła i rozpustnice. To czasy okrutne i zagmatwane rzuciły je w wir walki o przeżycie wśród kosmicznych składek zus, kredytów we frankach, wszechobecnych prostytutek i kryzysu męskości. To moda na tandetę, głupotę i sylikon zepchnęła je na margines, gdzie intelekt, wrażliwość i chęć samostanowienia, skazała je na osamotnienie. Kiedy dodamy do tego wymagania i marzenia, mamy gotowy przepis na bankructwo psychosomatyczne i powracającą jak zapalenie pęcherza depresję. Trzydziestolatki wiedzą już jednak co to hydroksyzyna. To co jedni nazywają cynizmem, one nazywają przystosowaniem. I nie znaczy to, że pozbyły się romantyzmu. To on właśnie rozdziera im serca przy rozstaniach, choć nauczyły się odchodzić, jak w podręczniku o zołzach. Dlaczego mężczyźni wolą kobiety bez serca wiedzą lepiej, niż dlaczego same wolą bezczelnych skurwieli. Złe wspomnienia potrafią obrócić w czarujące anegdoty, a nienawiść do łajdaków nie dzielą ale mnożą przez cztery. I tak racząc się opowieściami o śmierdzących butach, rzadkim wąsie, krogulczych stopach i dziurawych bokserkach oswajają swoje żale i rosną w siłę. Po kilku kieliszkach przestają żałować złych wyborów i znów zaczynają się czuć jak królowe licealnych dyskotek. Znika gdzieś wiek, znika ostatnia dekada. Znika skurcz żołądka i kłucie w sercu.
I wreszcie to osiągają. Jest jak kiedyś.